4 czerwca 2014

Podłe skany w PDF-ach, czyli dostęp do informacji publicznej

Co, jak i dlaczego administracja publiczna powinna udostępniać obywatelom? Czy są granice informacji publicznej? Co w końcu znaczy jej udostępnianie w kontekście potrzeb osób z niepełnosprawnością? Na te i inne pytania starali się odpowiedzieć paneliści konferencji „Wirtualne urzędy. Szanse i zagrożenia dla rozwoju e-administracji w Polsce”. Debata odbyła się 27 maja 2014 r. na Uniwersytecie Warszawskim.

Nie dyskutujemy, czy udostępniać informację publiczną, tylko jak to robić – powiedziała na wstępie prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Podkreśliła jednak, że wciąż toczy się na ten temat dyskusja. Padają argumenty za i przeciw. Przeciwnicy nieskrępowanego udostępniania informacji publicznej podkreślają m.in. że część jej odbiorców ma ograniczoną zdolność jej rozumienia, może ją więc mylnie interpretować. Są też wątpliwości, co jest jeszcze informacją publiczną, a co już prywatną, jak choćby w przypadku umów zawieranych przez osoby fizyczne z urzędami. Zwolennicy uważają jednak, że udostępnianie takich informacji rozwija demokrację realną, w miejsce formalnej. Obywatele mają wpływ na proces podejmowania decyzji. Państwo staje się bardziej przejrzyste, co ogranicza korupcję i patologie. Pod stałą kontrolą lepiej też pracują urzędnicy.

Win-win

Udostępnianie informacji publicznej nie zawsze jest jednak tak proste, jak się wydaje. Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji, podał przykład ujawniania, nawet na żywo, przebiegu negocjacji w ramach Komisji Europejskiej. Pełna jawność skutkuje grą, obliczoną na korzyści polityczne podczas wyborów. Negocjatorzy usztywniają się i tak naprawdę, przy pełnej jawności obrad, prawdziwe negocjacje przenoszą się do kuluarów. Jednak zdaniem ministra Trzaskowskiego jawność informacji publicznej to bardzo konkretne korzyści ekonomiczne. Dlatego powstaje Centralne Repozytorium Informacji Publicznej (CRIP), które pozwoli dotrzeć w jednym miejscu do zasobów informacyjnych pochodzących od wielu instytucji. Serwis www.danepubliczne.gov.pl jest jeszcze w fazie beta, jednak plan jest taki, by dane były tam gromadzone w jednym miejscu i w spójnym formacie.

Mówi się o miliardach euro rocznie potencjału z kojarzenia tych danych, które będziemy udostępniać – podkreślił minister Trzaskowski.

Twórcy tej platformy informacyjnej nie zapomnieli o potrzebach osób z niepełnosprawnością. Minister Trzaskowski podkreślił, że to nie jest ukłon w ich stronę.

Nie wszyscy jesteśmy niepełnosprawni, ale wszyscy wcześniej czy później będziemy starzy – mówił. Te wszystkie rozwiązania służą również osobom starszym, które gorzej widzą czy słabiej słyszą. Do tego takie strony, które są opracowane w formacie WCAG, lepiej się indeksują w wyszukiwarkach, w czym każdy ma interes. A poza tym to jest tak naprawdę dopuszczenie 80 mln ludzi w Unii Europejskiej do rynku pracy. Także to jest absolutnie fundamentalna rzecz dla nas i staramy się strony budować w takim formacie, który jest dostępny dla osób niepełnosprawnych. Nie jako ukłon dla kogokolwiek, tylko jako, jak to się ładnie po polsku mówi, win-win, czyli sytuację, gdy wygrywają absolutnie wszyscy.

Obywatel w miejsce petenta

Informacje mają być więc udostępniane jako surowe dane, ale z metadanymi w formacie, który jest dostępny i łatwy do znalezienia przez osoby z niepełnosprawnością.

Nie wyobrażam sobie tworzenia tego typu portali bez udogodnień dla osób niepełnosprawnych, bo inaczej wykluczenie obejmuje coraz szersze rzesze społeczeństwa – chodzi przecież nie tylko o osoby niepełnosprawne, ale również osoby starsze – mówił nam po zakończeniu konferencji minister Trzaskowski. A jeżeli zależy nam na tym, żeby wszyscy mieli dostęp do informacji na tych samych zasadach, to nie ma innej drogi. Chcemy więc, żeby te dane były udostępniane w taki sposób, który będzie strawny również dla użytkownika, który nie jest biegły w tych trudniejszych formatach internetowych.

Czy jednak problemem nie będą nawyki urzędników? Często przecież zamieszczają informacje „zaklęte” w dość podłych skanach w formacie PDF, z czytaniem których kłopoty mają nie tylko osoby niewidome.

Nie może być tak, żeby dokumenty były zeskanowanymi bitmapami w PDF, ponieważ tego nikt nie przeczyta – grzmiał Piotr Waglowski, prawnik, działacz społeczny, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Tymczasem niestety praktyka dotychczasowa jest taka, że tego typu informacje publikuje się właśnie w ten sposób. To się zmienia, i to trzeba uczciwie powiedzieć, że administracja publiczna stara się zmieniać i duży jest tutaj wkład Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.

Zdaniem Piotra Waglowskiego dostęp do informacji publicznej usprawnia działanie administracji publicznej.

Pańskie oko konia tuczy – mówił. Obywatel patrząc na to, jak działa państwo, będzie w stanie sprawiać, że będzie działało lepiej.

Czy będzie mógł to sprawić także patrząc na zamazane PDF-y?

Staramy się z tym walczyć, bo wprowadzanie nowych technologii, konieczność interakcji za pośrednictwem internetu zmienia mentalność urzędnika, bo nagle on musi stać się partnerem dla obywatela, również dla obywatela niepełnosprawnego, a nie traktować go jak petenta. Ta komunikacja w tym momencie jest dwustronna. Nie jest to proces łatwy, ale te nowe technologie wymuszają taką zmianę mentalności – powiedział nam minister Trzaskowski. Będziemy się starali robić tak, żeby w jak najbardziej dostępnych formatach pojawiała się ta informacja. To jest nasze zadanie i nasz cel.