24 czerwca 2014

Dostępna strona internetu

Już tylko niecały rok został urzędom na dostosowanie swoich stron internetowych do potrzeb osób z niepełnosprawnością. Do 30 maja 2015 r. serwisy administracji publicznej mają być dostępne dla wszystkich. Na razie wesoło nie jest.

Termin 30 maja 2015 r. na zapewnienie dostępności serwisów internetowych urzędów wynika z Rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności z 12 kwietnia 2012 r. Na pewno jest nad czym pracować. Na przełomie 2012 i 2013 r. Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego i Rzecznik Praw Obywatelskich przeprowadzili badania pn. „Dostępność witryn internetowych instytucji publicznych dla osób niepełnosprawnych”.

Okazało się, że 73,4 proc. badanych serwisów było bardzo trudno dostępnych, w 20,8 proc. z nich występowały różne problemy w dostępie do informacji publicznej, a 5 proc. testowanych witryn nie było dostępnych w najmniejszym nawet stopniu. Dostępnych było jedynie… 0,8 proc. publicznych serwisów internetowych, a i to nie w pełni. Jak podkreślono w raporcie, żaden z badanych serwisów nie spełniał wymagań wspomnianego rozporządzenia ani standardu WCAG 2.0.

Tymczasem do 30 maja 2015 r. zostało bardzo mało czasu. Być może dlatego 5 czerwca 2014 r. zabrakło miejsc w sali Centrum Szkoleniowego Sienna w Warszawie podczas konferencji „Serwisy internetowe administracji publicznej. Jak je przygotować i prowadzić, by były dostępne dla każdego?”, organizowanej przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, współprowadzonej przez Integrację. Salę szczelnie wypełnili przedstawiciele ministerstw i urzędów centralnych, których wspomniane rozporządzenie obejmuje.

Nie bariery, lecz pomosty

Zależy nam na wymianie doświadczeń w tym zakresie. Państwa obecność świadczy o tym, że wszyscy chcemy, aby narzędzia cyfrowe, które są wszystkim potrzebne, nie stały się barierą, ale pomostem — mówił, rozpoczynając konferencję Włodzimierz Marciński z Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, Lider Cyfryzacji w Polsce.

Podkreślał też, że trzeba zrobić wszystko, by osoby, które dziś są wykluczone cyfrowo, mogły na równi z innymi korzystać ze wszystkich nowoczesnych narzędzi.

Jestem osobą, która nie korzysta z myszki, tylko z klawiatury — dodał współprowadzący konferencję Piotr Pawłowski, prezes Integracji. – Spróbujcie, co możecie zrobić za pomocą samej klawiatury, ile napotkacie barier na stronach internetowych.

Prezes Integracji podkreślił, że kluczowy jest dostęp każdego zainteresowanego do informacji publicznej. Serwisy dostępne nie muszą być przy tym droższe, nie muszą też źle wyglądać.

Mity dostępności

Z tymi i innymi mitami dotyczącymi dostępności serwisów internetowych w swoim wystąpieniu starał się rozprawić Przemysław Marcinkowski, specjalista ds. dostępności z Fundacji Widzialni.

Dostępność to zapewnienie dostępu do informacji jak największej liczbie osób — powiedział i podkreślił, że nie chodzi tu tylko o osoby niewidome czy nawet szerzej – osoby z niepełnosprawnością.

Oczywiście, osoby niewidome i słabowidzące to grupa, w przypadku której najłatwiej wyobrazić sobie problemy w korzystaniu z internetu. Mitem jest jednak stwierdzenie, że „osoby niewidome nie są moją grupą docelową”, a tak zakładać mogą np. sklepy ze sprzętem audio-wideo.

Może osoby niewidome nie korzystają ze strony sklepu, bo nie mogą, bo serwis jest niedostępny — ironizował Przemysław Marcinkowski.

Kolejny mit to stwierdzenie, że „dostępne strony są drogie, czasochłonne i trudne do wykonania”. Zdaniem prelegenta, trudność wykonania serwisu zależeć będzie jedynie od poziomu wiedzy wykonawcy. W końcu WCAG nie jest nowym standardem. WCAG to skrót od Web Content Accessibility Guidelines, co można przetłumaczyć jako wytyczne dotyczące ułatwień w dostępie do treści publikowanych w internecie. Jest to dokument, który zawiera wskazówki na temat tego, jak budować serwisy internetowe dostępne dla wszystkich. WCAG powstało jeszcze w ubiegłym stuleciu, a jego wersja 2.0 pod koniec 2008 r.

Mitem jest też opinia, że „dostępne strony są brzydkie i nudne”. Dostępność nie powinna ograniczać twórców witryn. Mitem jest też mniemanie, że kwestię dostępności serwisu „załatwi” mówiąca przeglądarka. Takie rozwiązanie jest zdaniem Przemysława Marcinkowskiego protezą, gadżetem.

Osoba niewidoma ma swój program czytający, nie potrzebuje dodatkowego — mówił.

Ostatnim z omówionych mitów jest ten, że automatyczny walidator oceni dostępność serwisu internetowego. Nie do końca. Jest to program, automat, którego analizę musi zredagować człowiek. Ten „robot” nie sprawdzi choćby, czy prawidłowy jest tzw. alt, czyli opis alternatywny zdjęcia. Do rzetelnego sprawdzenia stron internetowych potrzebne jest badanie eksperckie oraz badanie z użytkownikami z niepełnosprawnością. Powstaje z tego raport z opisem błędów i rekomendacjami.

Kto na tym korzysta

Komu jednak, prócz osób niewidomych, potrzebna jest ta cała dostępność?

Dostępność służy przede wszystkim osobom niepełnosprawnym, stale, jak ja, ale też czasowo — mówił kolejny prelegent Jacek Zadrożny, ekspert Fundacji Vis Maior. — Ale to nie wszystko. Dostępność służy też innym grupom, w tym właścicielowi strony.

Co na to statystyki

Owszem, osoby niewidome i słabowidzące to pokaźna grupa. Według danych z 2004 r. jest ich w Polsce 941 tys. Kłopoty w internecie miewają także daltoniści, a to 8 proc. populacji mężczyzn i 1 proc. kobiet. Z kolei 29,5 proc. rodaków to krótkowidze i dalekowidze. Źle przygotowane strony internetowe będą też niekomfortowe dla osób korzystających z małych ekranów, np. podczas konferencji, gdy zerkają z dużej odległości na smartfony, bo muszą wyglądać, jakby uważali. Tymi słowami Jacek Zadrożny zwrócił uwagę tych spośród uczestników, którzy faktycznie podczas jego wystąpienia wytężali wzrok, by zobaczyć, co słychać w internecie.

Z tym słyszeniem w internecie też jednak nie jest najlepiej. 871 tys. Polaków to osoby głuche i niedosłyszące, którzy nie są w stanie zapoznać się z ważnymi treściami, jeśli publikowane są na stronach jedynie jako filmiki lub pliki dźwiękowe. Podobne problemy będą jednak miały także osoby, które używają internetu w hałasie (np. w tramwaju) lub w ciszy (np. podczas – ponownie – konferencji). Do tego dochodzi ok. 6 tys. głuchoniewidomych Polaków.

456 tys. osób w naszym kraju to ludzie niesprawni motorycznie. Oni, o czym mówił na wstępie Piotr Pawłowski, nie są w stanie korzystać z komputerów za pomocą klawiatury i myszki. Często wykorzystują tylko jedno z tych urządzeń. Wystarczy zaś odłączyć myszkę, by szybko dowiedzieć się, co każdego czeka na niedostosowanych stronach internetowych.

Zrozumiałość równie ważna

Jest w końcu grupa, którą Jacek Zadrożny określił jako „ci, co nie rozumieją”. To osoby z niepełnosprawnością intelektualną, ludzie słabo znający język polski, czyli imigranci czy Polacy długo mieszkający za granicą, osoby z różnego rodzaju dysleksjami, osoby starsze, a także te z niższym wykształceniem. Dlatego, prócz technicznych aspektów dostępności serwisów, ważna jest także prosta do zrozumienia treść, co w urzędach nie jest niestety na porządku dziennym.

Informacja przygotowana w sposób zrozumiały pomaga wszystkim — podkreślił ekspert Fundacji Vis Maior.

Pięć kroków do dostępności

Jak zamówić dostępną stronę internetową? Że nie taki diabeł straszny, przekonywali Magdalena Skwarczyńska z Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich, które właśnie taki serwis tworzy, oraz Jakub Dębski, specjalista Integracji ds. dostępności. Prelegenci przedstawili „Pięć kroków do dostępności”. Przede wszystkim, dostępność należy przewidywać od początku, najlepiej już na etapie myślenia o koncepcji serwisu. Każdy pomysł można już wtedy zweryfikować pod kątem zaleceń WCAG 2.0. Dostępność ma też wpływ choćby na architekturę informacji, czyli mapę strony.

Dostępność trzeba jednak mieć cały czas z tyłu głowy — stwierdził Jakub Dębski z Integracji.

Wykonawca serwisu jest odpowiedzialny za dostępność

Dlatego – i to krok drugi – trzeba umocować kwestię zapewnienia dostępności serwisu w zapisach umowy z jego wykonawcą. Mówiąc wprost: warto w jak największym stopniu przenieść na niego odpowiedzialność. Nie należy zostawiać tego w domyśle, lecz już w zapytaniu ofertowym warto wskazać, czego dokładnie wymaga się w zakresie dostępności, choćby zgodności z wytycznymi WCAG 2.0 na poziomie AA, wskazanymi w rozporządzeniu. Taki zapis jest korzystny dla obu stron. Urzędnicy mogą egzekwować zasady dostępności, natomiast wykonawca może bardziej precyzyjnie określić wartość zamówienia. Na pewno im więcej szczegółów, tym lepiej. Do tego warto uzależnić odbiór produktu, czyli witryny, od zapewnienia dostępności, wymóc dostarczenie raportu jej wdrożenia, a także zapisać obowiązek usunięcia ewentualnych błędów w ramach umowy.

To nie jest tak, że musimy znać na pamięć całe WCAG 2.0 i rozporządzenie — uspokoiła strapionych słuchaczy Magdalena Skwarczyńska.

Dlatego (krok trzeci) już od początku powstawania serwisu i na każdym jego etapie warto wszelkie wątpliwości i szczegóły konsultować ze specjalistami ds. dostępności. Ma to znaczenie szczególnie przy specyficznych rozwiązaniach internetowych. Wsparcie ze strony ekspertów pozwoli wówczas uniknąć błędów i problemów. Lepiej sprawy konsultować od początku, niż potem coś poprawiać.

Krok czwarty to zalecenie, by egzekwować realizację umowy. Im bardziej szczegółowe zapisy na temat dostępności w zapytaniu ofertowym i umowie, tym większe możliwości ich egzekwowania od wykonawcy. Dlatego warto nawet określić sankcje za niewypełnienie treści umowy.

Dostępność jest projektem na życie

Stworzenie dostępnego serwisu to duży sukces, ale… to dopiero początek. Internet wciąż się zmienia, serwisy stale są więc aktualizowane. Dlatego krokiem piątym jest zalecenie, by wszystko, co jest do strony dodawane, też uwzględniało zasady dostępności. Dotyczy to każdego nowego elementu, jak baner, grafika, multimedia.

Dostępność nie jest projektem planowanym na miesiąc, ale będzie trwała tak długo, jak długo będzie funkcjonował serwis — podsumował Jakub Dębski.

Kim jest lider dostępności

Przepis na sukces to zaangażowany zespół projektowy — podkreśliła kolejna prelegentka, Agnieszka Borowa-Malinowska z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM). Wie doskonale, o czym mówi. Serwis www.premier.gov.pl jest jednym z najlepiej dostosowanych w Polsce. Zdaniem przedstawicielki KPRM od samego początku warto włączyć do projektu eksperta od dostępności. W przypadku serwisu premiera ekspertem była Fundacja Integracja. Prócz eksperta od dostępności w zespole projektowym muszą się też znaleźć: koordynator merytoryczny projektu, ekspert IT, twórcy serwisu (projektanci, programiści), twórcy treści (redaktorzy, graficy), prawnik. Dobrym początkiem jest dobra umowa z wykonawcą.

To jednak wcale nie znaczy, że wszystko będzie super — przestrzegała Agnieszka Borowa-Malinowska.

Wsparcie specjalisty od dostępności

Właśnie dlatego od samego początku potrzebny jest ekspert od dostępności. To sojusznik koordynatora projektu. Razem z nim trzeba weryfikować prace. Nie warto wykonawcom wierzyć na słowo, prawie na pewno coś „przegapili”. Zdaniem przedstawicielki KPRM programiści mają zazwyczaj dość małą wiedzę o dostępności, mimo zapewnień, że jest inaczej. Mogą się jednak jej uczyć, we współpracy z naszym ekspertem. Jednocześnie trzeba dbać o dobre relacje w zespole.

Każdy musi wiedzieć, co ma robić — podkreśliła przedstawicielka KPRM.

Na pewno jednak nie warto wierzyć zapewnieniom wykonawcy, że zna się na dostępności i ekspert nie jest potrzebny. Nie dajmy się zwieść. Większość firm nie zna jeszcze tego tematu, podobnie jak i my, jako zamawiający. A trzeba przecież weryfikować prace wykonawcy, a także edukować cały zespół projektowy. Uczyć trzeba także redakcję, bo to oni odpowiadają za dostępność treści, oraz całą organizację – dostępność tworzą wszyscy. Wystarczy przecież, że ktoś wyprodukuje niedostępny plik PDF i będzie kłopot. Edukować trzeba nawet szefa. W końcu to on deleguje zadania i ustala procedury. Niech więc uwzględni w nich aspekt dostępności.

Agnieszka Borowa-Malinowska jest zdania, że w instytucji potrzebny jest lider dostępności. Osoba ta niesie kaganek oświaty, szerzy ideę dostępności. Jest pomostem pomiędzy ekspertem a wykonawcą. Wspiera redakcję, pomaga usprawnić procesy. Edukuje organizację krok po kroku. Jest w końcu czujny i „proaktywny”. To wszystko nie jest łatwe, ale nie wolno się zniechęcać już na początku drogi.

Nie od razu Kraków zbudowano — dodała na koniec przedstawicielka KPRM. — Ale kiedyś trzeba zacząć.

Współczesna łacina

Wspomnianą przez Agnieszkę Borową-Malinowską kwestię edukowania redakcji serwisu rozwinęła Agnieszka Jędrzejczyk z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Nawet najbardziej dostępny serwis można zepsuć bardzo szybko, zamieszczając kompletnie niezrozumiałe treści.

Język jest najważniejszym narzędziem w staraniach o dostępność — podkreśliła Agnieszka Jędrzejczyk.

W instytucjach da się zauważyć nieprzyjemną tendencję do komunikowania się z obywatelami językiem fachowców. Tymczasem ten język jest niedostępny, a ekspert to przeciwieństwo redaktora. Ekspert wie, ale zazwyczaj nie ma pojęcia, jak to w sposób zrozumiały przekazać. Tu potrzebny jest redaktor, który przed zamieszczeniem w serwisie tekstu zada sobie kilka pytań:

Trzeba starać się „przekręcić” komunikację z języka ekspertów w stronę języka zwykłego człowieka. Nie jest to łatwe, jednak język administracji, nowych technologii, prawa, Unii Europejskiej plus kalki językowe tworzą mieszankę zrozumiałą dla nielicznych. Przedstawicielka Ministerstwa Nauki nazwała tę mieszankę „współczesną łaciną”, cechującą się zbyt długimi zdaniami, wyrazami obcego pochodzenia i dużym zagęszczeniem tytułów i stanowisk opisywanych osób. Pokory uczy choćby narzędzie ze strony www.logios.pl, którą warto odwiedzić, gdy ktoś upiera się przy niezrozumiałym tekście.

Brak opisu alternatywnego jest niegrzeczny

Agnieszka Jędrzejczyk zwróciła też uwagę na inne zadanie redaktorskie — opis alternatywny zdjęć, dzięki któremu osoby niewidome mogą się dowiedzieć, co się dzieje na fotografii.

Nie wolno puszczać zdjęć bez opisów — podkreśliła. — To jest po prostu niegrzeczne.

Tekst bez odpowiedniego opisu alternatywnego (zwanego „altem”) to lekceważenie części odbiorców przekazu. Pół biedy, gdy zdjęcie to tylko niewiele znaczący element graficzny. Gorzej, jeśli jest częścią przekazu, zawiera np. istotne informacje.

Audyt formalnością

Jeśli używasz internetu do komunikacji, rób to zgodnie z zasadami i potrzebami odbiorców — apelował Dominik Paszkiewicz, specjalista Integracji ds. dostępności, potwierdzając niejako słowa Agnieszki Jędrzejczyk.

Chodziło mu jednak o coś trochę innego. Dominik Paszkiewicz zwrócił uwagę na bliskie związki dostępności z tzw. User Experience (UX), czyli projektowaniem z uwzględnieniem potrzeb użytkowników. Jego zdaniem nawet sto procent zgodności z WCAG 2.0 przy kiepskim UX może oznaczać słabą dostępność. Taki serwis będzie po prostu nieprzyjazny dla użytkowników.

Dostępność powinna być kontrolowana na każdym etapie realizacji serwisu internetowego. Najpopularniejszym sposobem doprowadzenia go do stanu dostępności jest wykonanie audytu. Zwykle odbywa się to na końcowym etapie projektu. Zdaniem Dominika Paszkiewicza, takie podejście nie gwarantuje sukcesu. Rzecz w tym, że w późnym etapie serwis może już mieć trudną do modyfikowania strukturę i grafikę.

Audyt powinien być już tylko formalnością — podkreślił Dominik Paszkiewicz.

Oby.

Materiały dodatkowe