Adam Pietrasiewicz

Aurea mediocritas, czyli złoty środek

Zachowanie umiaru jest zawsze wskazane w każdej dziedzinie. W przypadku tworzenia stron internetowych również, a może nawet szczególnie, gdyż w wielu przypadkach jest to wizytówka instytucji, czy firmy. Ale czy odnosi się to również do spraw dostępności?

Pierwszym odruchem po tak zadanym pytaniu jest oczywiście odpowiedź NIE! Wydaje się naturalnym, że w kwestiach dostępności o żadnym umiarze nie może być mowy, bo nie wolno rezygnować z zasad WCAG 2.0 (Web Content Accessibility Guidelines, czyli Wytyczne Dostępności Treści Internetowych). Strona ma być dostępna i już! Bez dyskusji.

Analizowałem dziesiątki stron internetowych, których twórcy nie tylko nie wprowadzili żadnych zasad dostępności, ale, jak się wydaje, nawet o nich nie słyszeli. W takim przypadku zastanawianie się nad jakimiś „złotymi środkami” jest oczywiście bezzasadne. Czasami jednak (oby jak najczęściej) webmasterzy starają się wprowadzać w życie zasady dostępności i to do nich kieruję ten tekst.

Co trzeba zrobić, by strona była dostępna?

Pierwsza i tak naprawdę jedyna odpowiedź na powyższe pytanie jest prosta — należy poprawnie wdrożyć zasady WCAG 2.0. Strona, na której spełnione są wszystkie wymagania będzie dostępna.

Warto jednak pamiętać, że często istnieją różne sposoby dotarcia do zakładanego celu. W przypadku wdrażania zasad WCAG 2.0. również. Przynajmniej niektórych zasad.

Gdzie nie ma „złotych środków”?

Z pewnością nie można mówić o żadnym umiarze gdy chodzi o poprawność kodu i jego zgodność ze standardami W3C. Poprawność kodu strony jest podstawą i tutaj nie ma żadnej dyskusji. Nie ma więc mowy o rezygnacji z tekstów alternatywnych dla elementów graficznych czy niezamykaniu otwartych tagów.

Nie ma też możliwości rezygnacji z udostępnienia wszystkim plików dźwiękowych, wideo, zaznaczenia fokusa, tworzenia zrozumiałych odnośników, ułatwień w nawigacji po stronie, poprawnego podziału tekstu nagłówkami, odpowiedniej budowy formularzy…

Mogłoby się wydawać, że w takim razie margines, w którym webmaster może sobie pozwolić na dowolność, pozostając cały czas w granicach wyznaczonych przez zasady dostępności jest niewielki.

Złoty środek jest niewielki, ale rzeczywisty!

Zasady dostępności stron internetowych przewidują, że każdy odbiorca powinien móc dotrzeć do wszystkich elementów serwisu, a wszystkie elementy serwisu powinny być dostępne dla każdego. I tu jest pole do popisu dla twórców treści umieszczanych w Internecie.

Zasady WCAG 2.0 wymagają na przykład, by tekst był czytelny i zrozumiały również dla osób nie mających wielkiego wykształcenia. Jest to logiczna zasada, którą jednak należy traktować z dużą dozą zdrowego rozsądku.

Niezrozumiałe zwroty

Weźmy przykład Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które na swoich stronach (www.msz.gov.pl) pisze na przykład o „wspólnocie transatlantyckiej”. Pojęcie to, jak udało się nam to stwierdzić podczas badania serwisu jest może sprawić trudność odbiorcy o niskim wykształceniu, a także może być niezrozumiałe dla osoby niesłyszącej, dla której język polski nie jest pierwszym językiem. Czy oznacza to jednak, że należy zakazać redaktorom treści umieszczanych w serwisie używania takich pojęć?

Odpowiedź jest oczywista – NIE! Nie można tego zrobić, bo takie słownictwo ma w sposób naturalny prawo znajdować się w kontekście takiego serwisu. Można co najwyżej zasugerować twórcom i redaktorom serwisu, by utworzyli słowniczek co trudniejszych pojęć.

Niektóre elementy multimedialne

Podobna sytuacja występuje na przykład w przypadku niektórych elementów wykonanych w technologii „flash”. Najlepiej ilustrują to pojawiające się czasami w niektórych lokalnych (miejskich czy powiatowych) serwisach internetowych gry dla dzieci połączone z wyświetlanymi bajkami. Te gry są zazwyczaj w dużej części albo całkowicie niedostępne zarówno dla osób niewidomych jak i dla osób nie posługujących się myszką, jednak trudno jest wyobrazić sobie idealny świat, w którym również twórcy darmowych gier dostępnych w Internecie będą tworzyć je w sposób dostępny dla wszystkich. Tak więc w przypadku umieszczenia TEGO TYPU elementu wystarczy dodać odpowiednio wyczerpujący opis (na przykład w obrębie znacznika EMBED), który wyjaśni osobie niewidomej charakter zamieszczonego elementu i można uznać, że wymagania dotyczące dostępności zostały spełnione.

Transkrypcja plików dźwiękowych i wideo

W idealnym świecie wirtualnym wszystkie pliki wideo i dźwiękowe umieszczone w Internecie byłyby przygotowane w taki sposób, że mogłyby z nich korzystać zarówno niewidomi, jak i niesłyszący. Każdy film miałby opcję włączenia profesjonalnej audio deskrypcji, byłby opatrzony napisami, a w rogu ekranu tłumacz języka migowego przekazywałby całą treść. Ale nasz świat idealny nie jest i nie da się wymóc na właścicielach serwisów by do każdego materiału dołączali audio deskrypcję i tłumacza języka migowego. Chociażby ze względu na względnie wysoki tego koszt .

Bariera kosztów nie powinna jednak uniemożliwić pełnego udostępnienia najważniejszych materiałów wideo i dźwiękowych umieszczanych w Internecie przez instytucje państwowe. W końcu lepiej, żeby nasze podatki szły na TAKIE rzeczy.

W przypadku serwisów internetowych mniejszych niż te ministerstw czy urzędów centralnych, dysponujących mniejszym budżetem, pozostaje ZŁOTY ŚRODEK.

Publikowane materiały wideo powinny być opatrzone napisami. Biorąc pod uwagę fakt, że zazwyczaj są to krótkie filmy, prezentowane za pomocą narzędzi udostępnianych przez Youtube, opatrzenie ich napisami nie powinno stanowić problemu. Serwis Youtube umożliwia dodawanie napisów. Podobnie pliki dźwiękowe powinny być umieszczane w serwisie wraz z pełną transkrypcją tekstową.

Elementy dźwiękowe i wideo powinny być opisane jeśli nie mogą być w pełni udostępnione. Opis powinien być na tyle wyczerpujący, by osoba niewidoma czy niesłysząca mogły realnie dowiedzieć się o co chodzi w przedstawianej treści.

Warto dodać, że takie opisy wcale nie muszą znajdować się jako tekst wyświetlony na tej samej stronie co materiał wideo czy dźwiękowy. Można na przykład przygotować go w osobnym pliku tekstowym, a na stronie umieścić jedynie link do tego pliku, dzięki czemu strona nie będzie przeciążona niepotrzebnym dla większości odwiedzających tekstem.

Złoty środek, czyli zdrowy rozsądek!

Jak we wszystkich działaniach tak i w tworzeniu dostępnych stron internetowych należy zachować zdrowy rozsądek. Nie można wymuszać najwyższych standardów na wszystkich twórcach stron natychmiast, należy natomiast pilnować, by podstawowe standardy były zachowane zawsze i wszędzie.